Nazywam się Joanna Gabryś-Trybała. Od 2011 roku prowadzę Prestige Lingua, szkołę językową z trzema lokalizacjami: w Gdańsku Wrzeszczu, Gdańsku Jasieniu i Straszynie. Zanim powstała, w 2006 roku dostałam zadanie, które ustawiło wszystko, co robimy do dziś.
Trzy miesiące. Pracownicy stoczni, którzy po angielsku nie mówili wcale. I bardzo intratny kontrakt za granicą dla tych, którzy się dogadają. Platformy wiertnicze brzmiały wtedy jak święty Graal.

Wcześniej uczyłam w gdańskim liceum, a jeszcze wcześniej pracowałam jako tłumaczka i koordynatorka projektów w korporacji. Gdziekolwiek trafiłam, kończyło się tak samo: uczyłam ludzi. To jest mój talent i to lubię robić najbardziej. Dlatego wzięłam to zlecenie: nauczyć angielskiego pracowników stoczni, na których czekał kontrakt na platformach wiertniczych. Punkt startowy: zero. Cel: swobodna rozmowa po angielsku, i to za trzy miesiące.
Nie było czasu na tabelki z czasami. Musieli mówić od pierwszych zajęć, z błędami, byle do przodu. Każde spotkanie dokładało im słów i zwrotów, ale przede wszystkim zdejmowało strach przed pomyłką. Bez tego strachu człowiek zaczyna mówić pełnymi zdaniami.
Po trzech miesiącach byli na B1. Wyjechali i dostali tę pracę. A ja miałam metodę, którą nazwałam Communication First: mniej gramatyki, więcej mówienia, a do tego praca nad tym, co dorosły ma w głowie, kiedy boi się otworzyć usta. Dziś uczymy nią wszystkich dorosłych w Prestige Lingua.
Ten sam pomysł sprawdziłam wcześniej na własnym dziecku. Od pierwszego roku życia mówiłam do córki po angielsku. Bajki i piosenki leciały w oryginale. Żadnych lekcji. Kiedy zaczęła się szkoła, nie było czego nadrabiać. To, co dziecko dostaje do siódmych urodzin, zostaje na całe życie.
O więcej nie pytajcie. Dorosłe dzieci nie lubią, kiedy mama opowiada o nich w internecie.
Dlatego tak mocno stawiamy na dzieci. Im wcześniej zaczną, tym mniej będą musiały nadrabiać w wieku, w którym już się wstydzą.
Maluchy od 2 lat uczą się metodą Teddy Eddie, na licencjonowanej ścieżce Edu Bears. Zapamiętują całe zdania, nie pojedyncze słówka, bo zdania wchodzą razem z ruchem i piosenką. Czterolatek, który po dwóch miesiącach mówi „I want the red one”, nie wie, że użył zdania. Wie, że dostał czerwony.
Dorośli uczą się metodą Communication First. Lektor mówi mało, kursant mówi dużo. Na każdych zajęciach, nie tylko na konwersacjach.
Wszyscy uczą się w grupach 6 do 8 osób. Przy tej wielkości każdy mówi na każdych zajęciach. Przy dwunastu ktoś zawsze przesiedzi lekcję w milczeniu.

Nie zrobimy z Waszego dziecka dwujęzycznego w trzy miesiące. Byłoby to prostsze w sprzedaży, ale nieprawdziwe.
Pierwsze dwa miesiące u maluchów często wyglądają tak samo jak bez szkoły. Dziecko śpiewa, biega po dywanie i w domu nie mówi po angielsku ani słowa. To jest w porządku. W tym czasie oswaja się z językiem, a użyje go dopiero wtedy, kiedy będzie go pewne.
U dorosłych sam kurs nie wystarczy bez regularności. Dwie nieobecności z rzędu i strach przed mówieniem wraca. Mówimy to na pierwszym spotkaniu, nie po fakcie.
U dzieci jest kolorowo, ale bez przebodźcowania: dywan, meble na wysokość czterolatka, gry i zabawki bez baterii. Dziecko uczy się w ruchu i nie zauważa, że się uczy.
Młodzież i dorośli mają swoje przestrzenie: fotele, kanapy, loftowe wnętrza i zapach kawy od progu. Lekcja po całym dniu pracy ma prawo być przyjemna. Inaczej nikt na nią nie dojdzie.

Lektorzy uczą z tego, co dzieje się w grupie, a podręcznik jest dodatkiem. Jeśli grupa Tea Talk wraca z wakacji, zajęcia są o wakacjach, a gramatyka wchodzi przy okazji, bo jest potrzebna do opowiedzenia historii. Do tego regularne szkolenia metodyczne i obserwacje lekcji.
Drugą połową zespołu są Opiekunki Kursanta: Kasia we Wrzeszczu, Malina na Jasieniu i Justyna w Straszynie. Pilnują grafików, przypomnień i płatności, czyli wszystkiego, o czym rodzic nie powinien musieć myśleć. Znają kursantów po imieniu i odpisują tego samego dnia.
„Córka chodzi na zajęcia z j. angielskiego już trzeci rok i podoba jej się tam. Grupy są małe, zajęcia prowadzone są w formie różnych zabaw i aktywności, dzieciaki są motywowane różnymi konkursami międzygrupowymi. Nauczycielka informuje nas na bieżąco, co robili podczas zajęć, kontakt z sekretariatem super.”
Magda, opinia na trojmiasto.pl, kwiecień 2026
Zamiast przymiotników, liczby, które da się sprawdzić.
Jeśli szukacie szkoły dla dziecka: napiszcie albo zadzwońcie. Umówimy spotkanie, sprawdzimy poziom i powiemy, który kurs ma sens. Czasem to będzie inny kurs niż ten, który mieliście w głowie.
Jeśli myślicie o kursie dla siebie: większość dorosłych zaczyna u nas od zdania „uczyłam się dziesięć lat i nie mówię”. Wiemy, co z tym zrobić. Przyjdźcie na zajęcia, posłuchajcie, jak brzmi grupa, w której każdy mówi, a my dobierzemy Wam taką, w której będziecie się dobrze czuli. Nie musicie nic umieć na starcie.

Napiszcie albo zadzwońcie. Sprawdzimy poziom, dobierzemy grupę i powiemy szczerze, co ma sens. Bez zobowiązań.