cambridge-prestige-lingua

Straszyn

Gdańsk Wrzeszcz

Gdańsk Jasień

Dziecko nie chce chodzić na angielski. Co robić, gdy przychodzi październik

Jest wtorek, połowa października. Obiad na stole, plecak jeszcze nierozpakowany, za dwie godziny zajęcia. I wtedy pada zdanie, które zna każdy rodzic: nie chcę dzisiaj iść na angielski.

We wrześniu było inaczej. Dziecko wracało nakręcone, opowiadało o misiu, o grze, o chłopcu, który śmiesznie powiedział „banana”. Minęło sześć tygodni i entuzjazm gdzieś wyparował.

Jeśli Twoje dziecko nie chce chodzić na angielski, to pierwsza rzecz, którą chcemy powiedzieć, brzmi tak: to się dzieje w połowie grup w Polsce i mniej więcej zawsze o tej samej porze roku. Druga rzecz jest ważniejsza. Za tym zdaniem stoi kilka zupełnie różnych przyczyn, a każda wymaga czegoś innego.

dziecko nie chce chodzić na angielski

W skrócie

Kiedy dziecko nie chce chodzić na angielski, przyczyna zwykle leży w jednej z trzech rzeczy: zwykłym zmęczeniu jesienią, naturalnym okresie ciszy w nauce języka albo złym dopasowaniu do grupy. Pierwsze mija samo, drugie wymaga cierpliwości, trzecie wymaga reakcji szkoły. Zanim zaczniesz przekonywać dziecko, ustal, z którą sytuacją masz do czynienia.

Dlaczego dziecko nie chce chodzić na angielski akurat w październiku

Wrzesień działa na nowości. Nowa sala, nowy lektor, nowe dzieci, nowa teczka. Wszystko jest ciekawe, bo wszystko jest pierwszy raz.

Październik to moment, w którym nowość się kończy, a rutyna jeszcze się nie utrwaliła. Do tego dochodzi zmęczenie, które w pierwszych tygodniach roku szkolnego jest niewidoczne, a potem kumuluje się jak rachunki. Krótszy dzień, pierwsze infekcje, pełny tydzień zajęć dodatkowych i szkoła, która też właśnie przyspieszyła.

Dziecko nie umie tego nazwać. Zamiast „jestem przemęczony i mam za dużo rzeczy w tygodniu” mówi „nie lubię angielskiego”. To najprostsze zdanie, jakie ma pod ręką, i najczęściej nieprawdziwe.

Dlatego zanim wyciągniesz wnioski o kursie, spójrz na cały tydzień dziecka. Jeśli angielski jest czwartą aktywnością, problemem rzadko bywa angielski.

Pomocne bywa proste ćwiczenie. Wypisz na kartce wszystkie popołudnia z ostatnich dwóch tygodni i zaznacz te, w których dziecko miało wolne. Jeśli takich pól jest mniej niż trzy, masz odpowiedź i nie dotyczy ona lektora.

Zwróć też uwagę na godzinę zajęć. Ten sam kurs o 16:00 i o 18:30 to dla siedmiolatka dwa różne kursy. Późna grupa bywa jedynym wolnym terminem we wrześniu, a w listopadzie okazuje się nie do przejścia. Zmiana godziny rozwiązuje czasem cały problem i jest prostsza niż zmiana szkoły.

Okres ciszy, czyli kiedy milczenie nie jest problemem

Jest jeszcze inna przyczyna, którą rodzice najczęściej mylą z brakiem postępów. Dziecko chodzi, słucha, reaguje ruchem, ale nie mówi. Rodzic pyta w domu „powiedz coś po angielsku”, dziecko milczy, i obie strony robią się sfrustrowane.

British Council opisuje to zjawisko jako okres ciszy, naturalną fazę, w której rozumienie i porozumiewanie się gestem pojawiają się wcześniej niż pierwsze wypowiedziane słowa (opis metodologiczny British Council). Ta sama faza występuje przy nauce języka ojczystego, tylko wtedy nikt się nią nie niepokoi, bo nikt nie płaci za nią raty.

U jednych dzieci okres ciszy trwa kilka tygodni. U innych kilka miesięcy. Długość nie mówi nic o zdolnościach ani o tempie, w jakim dziecko dojdzie do swobodnego mówienia.

Problem pojawia się wtedy, gdy dom zaczyna traktować milczenie jak egzamin. Pytanie „no powiedz, jak jest kot” postawione przy babci potrafi zniechęcić skuteczniej niż cały nieudany semestr. Dziecko szybko kojarzy angielski z sytuacją, w której jest sprawdzane, a nikt nie lubi wracać tam, gdzie go odpytują.

dzieci uczą się angielskiego przez zabawę na kursie Teddy Eddie w Gdańsku

Kiedy problemem jest grupa, a nie angielski

To jest przyczyna, o której inne szkoły piszą najrzadziej, a która w naszym doświadczeniu odpowiada za sporą część niechęci. Dziecko trafiło do grupy, która do niego nie pasuje. I dopóki to się nie zmieni, żadna rozmowa w domu nie pomoże.

Widzimy trzy warianty tej sytuacji, wszystkie wyglądają podobnie z zewnątrz i wymagają czegoś innego.

Za łatwo

Dziecko przychodzi, robi rzeczy, które umie od dawna, i się nudzi. Nuda u siedmiolatka nie wygląda jak ziewanie. Wygląda jak wygłupianie się, rozpraszanie innych albo nagłe „to jest głupie”. Rodzic słyszy w domu, że kurs jest bez sensu, i myśli, że dziecko nie lubi angielskiego. Dziecko lubi angielski. Nie lubi powtarzania trzeci raz tego samego.

Tak było u Helenki. Zaczęła przeszkadzać na zajęciach na tyle, że lektorka miała problem z prowadzeniem lekcji. Z zewnątrz wyglądało to na kłopot z zachowaniem i w wielu miejscach skończyłoby się rozmową dyscyplinującą. Lektorka postawiła inną diagnozę: dziewczynce jest po prostu za łatwo. Po konsultacji z rodzicami Helenka przeszła do grupy wyżej.

To jest cała historia i dlatego ją tu przytaczamy. Nie było w niej nic spektakularnego, żadnej metody naprawczej ani specjalnego programu. Ktoś tylko zauważył, że hałas oznacza nudę, a nie złą wolę, i zareagował, zanim rodzic usłyszał w domu, że angielski jest bez sensu.

Za trudno

Odwrotna sytuacja i groźniejsza, bo dziecko zwykle jej nie zgłasza. Nie mówi „nie nadążam”, bo nie chce być tym, kto nie nadąża. Zamiast tego milknie, chowa się za plecami kolegi, a w domu zaczyna boleć brzuch we wtorki. Tu niechęć rośnie najszybciej, bo do zmęczenia dochodzi wstyd.

Inna energia w grupie

Najbardziej niedoceniany wariant. Poziom się zgadza, materiał się zgadza, tylko dziecko spokojne trafiło do grupy bardzo żywiołowej albo odwrotnie. Nikomu nie dzieje się krzywda, a mimo to dziecko czuje się nie na miejscu przez dziewięćdziesiąt minut w tygodniu. Po kilku tygodniach zaczyna szukać powodów, żeby nie iść, i szczerze mówiąc, ma rację.

Po czym poznać, że szkoła pilnuje dopasowania

Tu przechodzimy do rzeczy, która odróżnia szkoły od siebie bardziej niż metoda opisana na stronie. Nie chodzi o to, czy złe dopasowanie się zdarza, bo zdarza się wszędzie. Chodzi o to, czy ktokolwiek to zauważy, zanim zauważy to rodzic.

W grupie liczącej piętnaścioro dzieci lektor widzi zachowanie grupy. W grupie liczącej ośmioro widzi konkretne dziecko. To nie jest różnica ideologiczna, tylko arytmetyczna. Przy ośmiorgu uczniach lektor wie, że Zosia w zeszłym tygodniu odpowiadała chętnie, a w tym schowała się za kolegą, i wie, że to zmiana, a nie charakter. W przypadku Helenki ta sama arytmetyka pozwoliła odróżnić dziecko, które przeszkadza, od dziecka, które się nudzi.

Druga rzecz to kontakt z rodzicem, który działa w obie strony i nie czeka na kryzys. Krótka rozmowa po zajęciach, wiadomość w tygodniu, pytanie zadane wprost: jak on się czuje w tej grupie. Rodzic widzi dziecko w domu, lektor widzi je na zajęciach, i dopiero te dwa obrazy razem dają pełną odpowiedź. Osobno każdy z nich myli.

Te trzy rzeczy razem tworzą różnicę, której nie widać w cenniku ani w opisie metody. Szerzej rozkładamy je w tekście o tym, jak wybrać szkołę językową dla dziecka w Gdańsku.

Trzecia to gotowość szkoły do przeniesienia dziecka. Zmiana grupy nie jest przyznaniem się do porażki, tylko normalną korektą, którą robi się na podstawie obserwacji. Szkoła, która broni się przed taką rozmową, chroni swój grafik, nie Twoje dziecko.

Czego nie robić, kiedy dziecko protestuje

Zacznijmy od rzeczy, która kusi najbardziej i szkodzi najszybciej. Nagroda za pójście na zajęcia.

Mechanizm jest prosty i nieubłagany. Jeśli za coś się płaci, to znaczy, że to jest przykre. Dziecko przyswaja tę informację w tydzień. Do tego stawka rośnie: dziś wystarczy lizak, za miesiąc trzeba czegoś większego, a po kwartale dziecko negocjuje jak zawodowiec.

Druga rzecz to wielka rozmowa o przyszłości. Argument „będzie ci potrzebny w pracy” u sześciolatka nie działa, bo praca jest dla niego mniej więcej tak realna jak Księżyc. U dwunastolatka działa jeszcze gorzej, bo brzmi jak kazanie.

Trzecia to natychmiastowa zgoda na rezygnację po pierwszym proteście. Jeśli dziecko odkryje, że jedno zdanie przy obiedzie kończy temat, ta sama metoda pojawi się przy basenie i przy skrzypcach.

Zamiast tego zapytaj konkretnie. Nie „czy lubisz angielski”, bo na to jest jedna odpowiedź. Zapytaj, co robiliście dzisiaj na zajęciach, kto siedział obok, co było najgłupsze. Odpowiedzi na takie pytania powiedzą Ci, z którym z trzech scenariuszy masz do czynienia.

Co pomaga w domu i zajmuje pięć minut

Regularność bije intensywność. Kilka minut dziennie robi więcej niż godzina raz w tygodniu, bo mózg dziecka potrzebuje częstego kontaktu, a nie długiego.

Piosenki i historyjki, które dziecko zna z zajęć, puszczone w samochodzie albo przy kolacji. Znajome rzeczy dają poczucie kompetencji, a poczucie kompetencji jest paliwem, którego w październiku brakuje najbardziej.

Bajka po angielsku bez tłumaczenia każdego słowa. Dziecko nie musi rozumieć wszystkiego, żeby coś z tego wynieść.

Plan tygodnia powieszony w widocznym miejscu. Sporo dzieci protestuje nie przeciwko zajęciom, tylko przeciwko zaskoczeniu. Informacja „we wtorek mamy angielski” podana rano przy śniadaniu, a nie w szatni piętnaście minut przed wyjściem, potrafi rozwiązać cały problem.

I jeszcze jedno, dla rodzica. Nie każde dziecko pokocha angielski w pierwszym roku i to nie jest porażka. Część dzieci przez pierwszy rok po prostu chodzi, a zakochuje się dopiero wtedy, gdy zaczyna rozumieć piosenki, które i tak lubi.

Kiedy zmiana grupy ma sens, a kiedy jest ucieczką

Sens ma wtedy, gdy obserwacja lektora i obserwacja rodzica pokazują to samo: dziecko jest w złym miejscu „poziomowo” albo społecznie. Wtedy im szybciej, tym lepiej, bo każdy tydzień w niedopasowanej grupie dokłada niechęci.

Ucieczką jest wtedy, gdy zmiana ma rozwiązać problem, którego źródło leży gdzie indziej. Przeciążony tydzień nie naprawi się w innej sali. Nieprzespana noc też nie.

Bywa też trzeci wariant, najtrudniejszy dla rodzica. Dziecko chce zmienić grupę, bo w obecnej musi mówić, a w poprzedniej mogło się schować. To sygnał, że kurs zaczął działać, i akurat wtedy przeniesienie cofa postęp. Rozróżnia się to po jednym pytaniu: czy dziecku jest niekomfortowo, czy źle. Niekomfortowo znaczy, że rośnie.

Rozdzielenie tych dwóch sytuacji to zadanie dla lektora i rodzica razem, nie dla żadnego z nich osobno. Jeśli szkoła nie proponuje takiej rozmowy sama, poproś o nią. Dobre miejsce się z niej ucieszy.

Jak wygląda to u nas

Uczymy w grupach do 8 osób i to jest powód, dla którego w ogóle możemy pisać ten tekst. Lektor prowadzący ośmioro dzieci widzi, że któreś przycichło, że któremuś jest za łatwo, że któreś nie odnajduje się w tej konkretnej ekipie. W dużej grupie ta informacja po prostu ginie.

Dlatego rozmawiamy z rodzicami na bieżąco, a nie dopiero w czerwcu przy podsumowaniu roku. Pytamy wprost, jak dziecko czuje się w swojej grupie, bo odpowiedź na to pytanie decyduje o całym roku bardziej niż wynik testu.

Dzieci uczą się u nas licencjonowanymi metodami: Teddy Eddie od 2. roku życia, potem Savvy Ed dla dzieci szkolnych. Dla dzieci, które zaczynają później albo potrzebują spokojniejszego tempa, mamy The Bearton Twins. Starsze dzieci przechodzą dalej, do Edward’s League. Te ścieżki istnieją właśnie po to, żeby dopasowanie było możliwe, a nie żeby wydłużyć listę kursów dla dzieci.

Jeśli zastanawiacie się nad startem, a boicie się właśnie tego październikowego scenariusza, bezpłatna lekcja pokazowa pokazuje więcej niż każdy opis metody. Widać na niej, czy dziecko odnajduje się w grupie, i to jest informacja, której nie da się wyczytać ze strony. O tym, jak dobrać moment startu i metodę do wieku, pisaliśmy osobno w tekście o tym, jak uczyć dziecko angielskiego.

Najczęściej zadawane pytania

Czy zmuszać dziecko do chodzenia na angielski?

Nie, ale nie kończ też kursu po pierwszym proteście. Umów z dzieckiem konkretny okres próbny, na przykład cztery kolejne zajęcia, i w tym czasie porozmawiaj z lektorem. Decyzję podejmiesz na podstawie obserwacji z dwóch stron, a nie jednego trudnego wtorku.

Po jakim czasie dziecko powinno zacząć mówić po angielsku?

U przedszkolaków pierwsze samodzielne słowa pojawiają się zwykle po kilku miesiącach regularnych zajęć, a pełne zdania później. Wcześniejsze milczenie mieści się w normie i nazywa się okresem ciszy. Tempo zależy od temperamentu dziecka i wcześniejszego kontaktu z językiem.

Czy nagradzać dziecko za chodzenie na zajęcia?

Nie polecamy. Nagroda podpowiada dziecku, że zajęcia są nieprzyjemne, skoro trzeba za nie płacić, i szybko prowadzi do rosnących żądań. Lepiej działa zainteresowanie: pytania o to, co się działo, i wspólne słuchanie piosenek z lekcji.

Dziecko mówi, że nie lubi lektora. Co wtedy?

Dopytaj o konkret, bo za tym zdaniem kryją się bardzo różne rzeczy: od jednej uwagi sprzed tygodnia po realny brak kontaktu. Potem powiedz o tym szkole. Sekretariat i metodyk mają narzędzia, żeby to sprawdzić, łącznie z obserwacją zajęć.

Czy można przenieść dziecko do innej grupy w trakcie roku?

W dobrej szkole tak, o ile jest wolne miejsce na odpowiednim poziomie. Przeniesienie robi się na podstawie rozmowy lektora z rodzicem, a nie samej prośby, bo trzeba najpierw ustalić, czy problemem jest poziom, skład grupy czy coś spoza zajęć.

Jak długo trwa jesienne zniechęcenie?

U większości dzieci od dwóch do czterech tygodni, jeśli przyczyną jest zmęczenie i koniec efektu nowości. Gdy niechęć utrzymuje się dłużej niż miesiąc albo narasta, zwykle chodzi o dopasowanie do grupy i wtedy potrzebna jest reakcja szkoły.

Zamiast podsumowania

Ten sam wtorek, przedpokój, kurtka. Za dwie godziny zajęcia i znowu „nie chcę iść”.

Różnica polega na tym, że teraz wiesz, o co zapytać. Najpierw dziecko, potem lektora. A jeśli okaże się, że rzecz nie w angielskim, tylko w tym, że trafiło do grupy, w której czuje się nie na miejscu, to jest do naprawienia w tydzień.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.