Akredytowane Centrum Teddy Eddie i Savvy Ed
Akredytowane Centrum metody Edward's League
Akredytowane Centrum Cambridge PL277
Partner programowy National Geographic Learning

Straszyn

Gdańsk Wrzeszcz

Gdańsk Jasień

Po co uczyć się angielskiego po pięćdziesiątce?

Nauka angielskiego po pięćdziesiątce? Po co? Jak to po co? Wnuczka pokazuje coś na telefonie i się śmieje. Pyta, czy rozumiesz, o co chodzi w tym filmiku. Nie do końca rozumiesz – bo jest po angielsku, a napisy migają za szybko, żeby za nimi nadążyć.

Uśmiechasz się i mówisz, że nie, nie rozumiesz i zręcznie kierujesz rozmowę na inny tor. Masz w jednak głowie myśl, że hmm – „zbyt szybko jajko okazło się mądrzejsze od kury”.

To jedna z wielu sytuacji, w których pytanie po co uczyć się angielskiego po pięćdziesiątce dostaje odpowiedź, zanim zdąży paść na głos. Nie chodzi o wyjazd do Londynu. I też nie chodzi o to, żeby nie zmieniać tematu zbyt często. Chodzi o to by nadążać, by być „na bieżąco”.

Po co uczyć się angielskiego po pięćdziesiątce – co dzieje się w mózgu

Przez lata krążyło przekonanie, że mózg po pewnym wieku już się nie uczy, tylko utrwala to, co już zna. Jednak badania nad neuroplastycznością – w tym te dotyczące dwujęzyczności oraz zdolności mózgu do kompensowania zmian związanych z wiekiem – pokazują co innego. Mózg tworzy nowe połączenia neuronalne przez całe życie, a nauka języka obcego należy do aktywności, które robią to najskuteczniej, bo angażują pamięć, słuch, mowę i skojarzenia jednocześnie.

Neuroplastyczność w skrócie

W skrócie: neuroplastyczność to zdolność mózgu do tworzenia nowych połączeń między neuronami w odpowiedzi na nową aktywność – niezależnie od wieku.

Nauka języka obcego jest jedną z niewielu czynności, które angażują naraz pamięć, słuch, mowę i kojarzenie faktów, dlatego regularnie pojawia się w badaniach nad utrzymaniem sprawności umysłu.

To nie znaczy, że nauka w tym wieku jest równie szybka jak w dzieciństwie. Znaczy, że mózg wciąż ma zdolność budowania nowych ścieżek, a regularne ćwiczenie tej zdolności ma znaczenie samo w sobie, niezależnie od tego, czy efektem będzie płynna rozmowa, czy tylko odrobinę mniej wysiłku przy oglądaniu filmu bez lektora.

Dlaczego pierwsze tygodnie są trudniejsze

Lektorzy w Prestige Lingua słyszą tę obawę na pierwszych zajęciach niemal zawsze: „mój mózg już chyba nie ten co kiedyś”. Prawda jest inna. To trochę jak wsiąść na rower po dwudziestu latach przerwy. Nogi pamiętają ruch, ale pierwsze metry są niepewne, zanim ciało przypomni sobie, jak to działało.

Przez pierwsze tygodnie mówienie kosztuje więcej wysiłku, dłużej szuka się słów, częściej milknie w połowie zdania. To nie znak, że coś przestało działać. To mózg dopiero odzyskuje wprawę w posługiwaniu się językiem na głos. Wprawę zawsze trzeba odbudować, zanim zacznie iść łatwiej.

Różnica między dzieckiem a dorosłym w nauce języka nie leży w zdolnościach. Leży w strategii. Dziecko uczy się przez samo zanurzenie, bez analizowania reguł. Dorosły po pięćdziesiątce ma za to coś, czego dziecko nie ma. Świadomość własnych skojarzeń, doświadczenie w uczeniu się nowych rzeczy w pracy czy w życiu.

Oraz zdolność do rozumienia kontekstu, która często nadrabia braki w czystej pamięci mechanicznej. Nowe słowo łatwiej zapamiętać, kiedy można je skojarzyć z czymś, co się już zna. Im więcej ktoś przeżył, tym więcej ma takich skojarzeń pod ręką.

Bywają tygodnie, kiedy postęp wydaje się zerowy – kiedy mówi się tak niepewnie jak na pierwszych zajęciach, mimo regularnej obecności. To jest normalny etap, nie sygnał, że coś nie działa. Mózg buduje nowe połączenia stopniowo, a efekt często pojawia się nie stopniowo, tylko skokowo.

Długo nic nie widać, a potem w jednej rozmowie zdania zaczynają się składać same. Tak samo jest z rozumieniem. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że wiemy, o czym toczy się rozmowa lub o czym jest film.

Czy angielski po pięćdziesiątce przydaje się tylko za granicą?

Nie. Angielski przenika dziś więcej codziennych sytuacji, niż się wydaje i to bez wyjeżdżania z Trójmiasta. Instrukcja obsługi nowego sprzętu, etykieta na leku sprowadzonym z zagranicy, film bez polskiego dubbingu, rozmowa z obcokrajowcem odwiedzającym Gdańsk – każda z tych sytuacji zdarza się na miejscu, nie w podróży.

Pewność siebie, którą widać u innych

Pewność siebie w takich momentach nie bierze się z opanowania gramatyki na pamięć. Bierze się z przyzwyczajenia, że można powiedzieć zdanie niedoskonałe i zostać zrozumianym, a potem zareagować na odpowiedź, zamiast zamilknąć.

To dokładnie ta umiejętność, którą ćwiczy się na zajęciach konwersacyjnych – nie czytanie list słówek, tylko regularne mówienie w realnym czasie.

Ta sama pewność przekłada się na coś, co trudno zmierzyć, ale łatwo zauważyć u innych – sposób, w jaki ktoś reaguje, kiedy nagle pojawia się nieznane słowo albo pytanie zadane w obcym języku. Osoba, która regularnie ćwiczy mówienie, nie zamiera w takim momencie, tylko szuka sposobu, żeby dokończyć myśl własnymi słowami.

Nawet jeśli nie są to słowa podręcznikowe. Ta gotowość do improwizacji, nie perfekcyjna wymowa, najczęściej robi wrażenie na rozmówcy.

Mały, konkretny cel działa lepiej niż ogólne postanowienie

Zdarza się, że ktoś zapisuje się na kurs z jednego, bardzo konkretnego powodu – na przykład pojechać na graduację wnuka do Anglii. A tam rozumieć innych bez proszenia o pomoc. Powodem może być aby w końcu zrozumieć instrukcję do nowego telewizora bez proszenia syna o pomoc.

Te drobne cele bywają silniejszym motorem do regularności niż ogólne postanowienie, że „w końcu nauczę się angielskiego”.

To trochę jak z gruntownym porządkowaniem domu. Sama myśl o całym projekcie przytłacza, ale jedna szuflada, zrobiona od razu, daje się ogarnąć i to ona w końcu uruchamia resztę. Z angielskim jest podobnie: konkretny, mały cel działa lepiej niż ogólny plan.

Cel w rodzaju „chcę wreszcie zrozumieć, co pisze synowa w wiadomościach” jest dużo bardziej motywujący niż abstrakcyjne postanowienie noworoczne.”.

Trzeba też nazwać rzecz, o której rzadko mówi się wprost: część dorosłych milczy w grupie nie dlatego, że nie zna słów, tylko dlatego, że boi się ocenianego spojrzenia innych kursantów. Grupa do 8 osób w Prestige Lingua ma to do siebie, że każdy w niej zmaga się z podobnymi trudnościami.

Strach przed oceną znika zwykle po dwóch, trzech spotkaniach . Wtedy już widać, że nikt nikogo tu nie ocenia, bo wszyscy zaczynali w tym samym miejscu.

Angielski w podróży – jedna z korzyści, nie jedyny powód

Dla części osób podróż rzeczywiście jest głównym motywem nauki. Samodzielna rezerwacja hotelu, rozmowa z kelnerem bez pokazywania palcem w menu, pytanie o drogę bez czekania, aż ktoś inny przetłumaczy. To realna korzyść, ale nie jedyna i nie każdy, kto zapisuje się na kurs po pięćdziesiątce, w ogóle planuje wyjazdy za granicę.

Dla osób, które podróżują, angielski jest „ubezpieczeniem” na wypadek, gdyby coś poszło inaczej niż w planie. Zmiana bramki na lotnisku, inny pokój niż w rezerwacji, pytanie kelnera, którego nie było w żadnych rozmówkach. Ale dla równie wielu kursantów podróż nie jest w ogóle na horyzoncie.

Angielski ma dla nich znaczenie w rozmowie z rodziną, w oglądanym filmie, w codziennej pewności siebie, nie w walizce.

Zdarzają się też osoby, które kiedyś dużo podróżowały, a dziś z różnych powodów wolą zostać bliżej domu. To nie jest powód, żeby rezygnować z nauki. Angielski nie traci sensu razem z planami podróżniczymi, bo jego wartość leży w rozmowie, nie w bilecie lotniczym.

Kurs konwersacyjny nie zakłada, że każdy uczestnik za rok wsiądzie w samolot – zakłada tylko, że każdy chce mówić trochę swobodniej niż dziś.

Jak angielski pomaga w kontakcie z rodziną za granicą?

Ułatwia rozmowę bez pośrednika. Coraz więcej ludzi ma kogoś za granicą – dziecko, które wyjechało do pracy, wnuki wychowywane dwujęzycznie, krewnych, z którymi kontakt odbywa się głównie przez wideorozmowę.

W takich rodzinach angielski przestaje być abstrakcyjną umiejętnością, a staje się językiem, w którym toczy się część rodzinnego życia.

Rozmowa z wnukiem, który swobodniej mówi po angielsku niż po polsku. Rozmowa z synową spoza Polski, możliwość napisania wiadomości bez tłumacza internetowego – to sytuacje, w których angielski nie jest dodatkiem do życia, tylko częścią bycia blisko własnej rodziny.

Nauka w grupie rówieśników, którzy przechodzą przez podobne sytuacje, bywa tu równie ważna jak sam język. Temat „nie rozumiem, co mówi wnuczek” pojawia się na zajęciach częściej, niż można by się spodziewać.

To znany mechanizm w rodzinach, w których jedno pokolenie mówi po angielsku swobodniej niż drugie, nie tylko w rodzinach naszych kursantów. Dziecko lub wnuk sam proponuje pomoc, tłumaczy, poprawia, podsuwa słowo. To miłe gesty, ale każdy przecież ma własne życie.

Rozmowa, w której jedna strona bez przerwy tłumaczy drugiej, przestaje być zwykłą rozmową między dwiema dorosłymi osobami, a staje się czymś bliższym opiece. Własna umiejętność mówienia zmienia tę dynamikę – pozwala być stroną rozmowy, nie jej odbiorcą.

Dla wielu osób to odwraca też role, do których zdążyły przywyknąć przez lata. Dzieci długo były tłumaczone przez rodziców – na wywiadówkach, u lekarza, w urzędzie. Kiedy sytuacja się odwraca i to rodzic zaczyna prosić dziecko o tłumaczenie, łatwo o poczucie, że traci się coś więcej niż tylko wygodę językową.

Nauka angielskiego nie musi tej dynamiki zmieniać całkowicie, ale daje wybór – kiedy prosić o pomoc, a kiedy poradzić sobie samemu.

Po co uczyć się angielskiego po pięćdziesiątce – od czego zacząć naukę

Odpowiedź zależy od punktu startu, nie od wieku. Osoby, które mają za sobą jakikolwiek kontakt z językiem – szkołę, kursy sprzed lat, samodzielną naukę z aplikacji – najczęściej trafiają w naszej szkole na poziom A2 i wyżej, do grupy konwersacyjnej Tea Talk.

To kurs bez podręcznika, w którym każde zajęcia budowane są wokół mówienia, nie wokół gramatyki na tablicy.

Jeśli angielski trzeba zacząć naprawdę od podstaw – pojedynczych słów, alfabetu, pierwszych zdań – właściwym miejscem jest kurs General, który buduje fundament krok po kroku, w tempie dopasowanym do grupy, a nie do podręcznika. Nikt nie zostaje z tyłu, bo grupa nie idzie szybciej niż jej najwolniejsza osoba.

Nie trzeba samodzielnie oceniać własnego poziomu przed zapisem. Bezpłatna lekcja próbna pozwala sprawdzić, jak wygląda grupa i na jakim poziomie faktycznie jesteś – bez zobowiązań i bez oceniania.

Rozumienie i mówienie to zresztą dwie osobne umiejętności, które rozwijają się w różnym tempie – ktoś może rozumieć serial bez napisów, a mimo to milknąć przy prostym pytaniu o imię, i żadna z tych sytuacji nie dyskwalifikuje z zapisu.

Osoba, która kiedyś zdała maturę z angielskiego, może dziś rozumieć więcej, niż jej się wydaje, ale mówić dużo mniej niż wcześniej – bo mówienie jest umiejętnością, która zanika najszybciej, kiedy się z niej nie korzysta.

Dlatego decyzję o poziomie lepiej zostawić metodykowi lub lektorowi prowadzącemu lekcję , a nie własnej pamięci sprzed dwudziestu lat.

Jak wygląda kurs angielskiego dla dorosłych we Wrzeszczu i w Straszynie?

Grupa do 8 osób, jedno spotkanie w tygodniu, mówienie od pierwszej lekcji. Grupy dla dorosłych, którzy wracają do angielskiego po latach przerwy. Są też grupy dla osób zaczynających ćwiczyć po raz pierwszy w dorosłym życiu, Zajęcia prowadzone są w dwóch lokalizacjach Prestige Lingua – w Gdańsku Wrzeszczu i w Straszynie.

W każdej z nich obowiązuje ta sama zasada: maksymalnie 8 osób w grupie, żeby każdy realnie mówił na zajęciach, zamiast siedzieć cicho.

Zajęcia w Tea Talk odbywają się raz w tygodniu, po 120 minut, w cyklu 29 spotkań w roku szkolnym – nauka skoncentrowanej na mówieniu, nie na gramatyce z tablicy.

Metodologia Communication First, na której oparte są wszystkie zajęcia dla dorosłych, ogranicza czas mówienia lektora na rzecz czasu mówienia kursanta – więcej o tym na podstronie o metodzie.

Tematy na zajęciach dotyczą sytuacji z codziennego życia – czasem podróży, czasem rozmowy z rodziną, czasem zwykłego opowiadania o swoim tygodniu – a nie oderwanych ćwiczeń gramatycznych. Aktualny harmonogram i szczegóły zapisów są zawsze widoczne na cenniku.

Grupa do 8 osób nie jest przypadkową liczbą. Przy większej grupie część kursantów naturalnie milknie, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto odpowie szybciej. Przy ośmiu osobach nie da się schować, co działa na korzyść, bo każde zajęcia dają realną okazję do mówienia.

Tea Talk Happy Hours – angielski przed południem

Wtorek, dwunasta. Poranny ruch już opadł. W sali siedzi sześć osób z kubkami herbaty. Nikt nie przybiegł prosto z pracy. Rozmowa toczy się o weekendzie, tylko po angielsku. I to jest cała lekcja.

Tea Talk Happy Hours, nauka angielskiego po pięćdziesiątce w grupie konwersacyjnej

Tak wygląda Tea Talk Happy Hours. Ta sama grupa konwersacyjna co w zwykłym Tea Talk, ten sam lektor, ta sama zasada mówienia od pierwszej lekcji. Różni się tylko pora. Zajęcia odbywają się przed południem, w najspokojniejszej porze dnia. Dla osób na emeryturze, pracujących zmianowo albo prowadzących własną firmę to najwygodniejszy moment w tygodniu.

Spotkania raz w tygodniu, po 120 minut, we Wrzeszczu i w Straszynie.

Kurs przed południem kosztuje 295 zł miesięcznie. Ten sam program, ten sam wymiar godzin, ta sama liczba spotkań w roku co w grupach wieczornych. To stała cena, nie promocja na start.

Jeśli przedpołudnie pasuje Ci bardziej niż wieczór, przyjdź na bezpłatną lekcję próbną do grupy Happy Hours. Zobaczysz, jak wygląda takie spotkanie. Poznasz lektora. Sprawdzisz, czy to tempo jest dla Ciebie, zanim cokolwiek zdecydujesz.

Zanim się zapiszesz

Po co uczyć się angielskiego po pięćdziesiątce, każdy odpowiada sobie trochę inaczej – jedni myślą o podróży, inni o wnukach, jeszcze inni po prostu o tym, żeby nie musieć się uśmiechać i zmieniać temat, kiedy ktoś mówi coś po angielsku. Żaden z tych powodów nie jest ważniejszy od pozostałych.

Nie trzeba od razu zapisywać się na cały rok, ani mieć gotowej odpowiedzi na pytanie, po co właściwie zaczynasz. Bezpłatna lekcja próbna pozwala sprawdzić, jak wygląda grupa i czy to tempo pasuje, zanim zapadnie jakakolwiek decyzja.

Wielu dorosłych kursantów mówi po pierwszych miesiącach to samo – żałują, że nie zaczęli wcześniej, bo obawa, która trzymała ich z dala od zapisu, okazała się dużo większa niż sama trudność nauki.

Reszta zwykle rozstrzyga się dopiero na sali, nie przy komputerze podczas czytania kolejnego artykułu o tym, po co uczyć się angielskiego po pięćdziesiątce.

Odpowiedź nie musi być jedna. Może się zmieniać w trakcie nauki – zacząć od chęci zrozumienia wnuczki, a po kilku miesiącach przerodzić się w plany pierwszej samodzielnej podróży, której wcześniej nikt nie brał pod uwagę.

Kurs nie wymaga zadeklarowania z góry, po co się na niego zapisujesz – wystarczy chęć mówienia trochę odważniej niż dziś.

FAQ

Czy w wieku 50 czy 60 lat mózg jeszcze potrafi nauczyć się nowego języka?

Tak. Zdolność mózgu do tworzenia nowych połączeń neuronalnych utrzymuje się przez całe życie, choć tempo nauki bywa inne niż w dzieciństwie. Regularność ma tu większe znaczenie niż szybkość – częste, krótkie sesje mówienia dają lepszy efekt niż rzadkie, długie.

Nie planuję podróży ani nie potrzebuję angielskiego do pracy – czy to nie strata pieniędzy?

Nie, jeśli angielski ma służyć czemuś, co już się dzieje w Twoim życiu – rozmowie z rodziną, filmom bez lektora, pewności siebie na co dzień. Kurs nie wymaga deklarowania z góry celu praktycznego, a efekt bywa widoczny w zwykłych, codziennych sytuacjach, nie tylko za granicą.

Ile czasu zajmuje zauważenie pierwszych efektów?

Pierwsze tygodnie to głównie oswajanie się z mówieniem na głos, co dla wielu dorosłych jest samo w sobie dużym krokiem. Wyraźna zmiana w pewności siebie pojawia się zwykle po kilku miesiącach regularnych zajęć.

Czy zajęcia są dostępne dla kogoś, kto nigdy wcześniej nie uczył się angielskiego?

Tak, dla osób zaczynających od podstaw przeznaczony jest kurs General, budujący fundament krok po kroku. Kurs konwersacyjny Tea Talk zakłada wcześniejszy kontakt z językiem, choćby sprzed wielu lat.

W których lokalizacjach odbywają się te zajęcia?

Grupy dla dorosłych wracających do angielskiego lub zaczynających je regularnie ćwiczyć prowadzone są w Gdańsku Wrzeszczu i w Straszynie.

Czy lepiej wybrać grupę czy korepetycje indywidualne?

Grupa uczy reagowania na różne głosy i tempo mówienia, co dobrze odwzorowuje realną rozmowę poza salą lekcyjną. Korepetycje dają więcej indywidualnej uwagi, ale mniej okazji do ćwiczenia w warunkach zbliżonych do codziennych sytuacji. Więcej o tej różnicy w tekście zajęcia grupowe czy korepetycje z angielskiego, co wybrać.

Umów bezpłatną lekcję próbną

Zostaw kontakt, a sekretariat oddzwoni, dobierze grupę i poda najbliższy termin zajęć. Nic nie musisz decydować przez telefon.

Prestige Lingua – logo
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.